Fanklubowa recenzja „Ponad Wszystko”

Autor: Bartosz || Data dodania: 04.11.2016

Dziś do sklepów oraz na serwisy streamingowe weszła długo wyczekiwana, trzecia płyta Eweliny pt. „Ponad Wszystko”. Na płytę przyszło nam czekać przeszło dwa lata, jednak już od pierwszych dźwięków słychać, że te kilkanaście miesięcy przerwy nie poszło na marne. Słychać też, że zdecydowanie bliżej tu klimatycznie do „Aero-Planu” niż „Nowych Horyzontów”. Na start warto nadmienić, że autorką WSZYSTKICH tekstów i muzyki jest sama artystka. Nad kompozycjami współpracowała z Damianem Ukeje i Kubą Mańkowskim. Co więc otrzymujemy od tego trio? Dziesięć bardzo spójnych kompozycji. Co prawda nazwanie tego koncept albumem byłoby lekką przesadą, aczkolwiek utwory mają wiele wspólnych czynników, które wpływają na to, że całość można spiąć jedną klamrą, nie odmawiając jednak oryginalności i własnego „życia” żadnemu z nich. Na próżno szukać tutaj radości rodem z „Prostej Sprawy”, elektroniki „Znasz Mnie” czy kolokwialnie mówiąc „darcia mordy” znanego nam choćby z „Cała Płonę”.

Płytę otwiera „Czarny Pas”. Utwór, którego tytuł był znany fanom już wcześniej z racji wyjawienia go przez artystkę w trakcie tworzenia sesji zdjęciowej do albumu. LP zaczyna się od numeru, który stał się jednym z ulubionych przez użytkowników naszej grupy „Ewelinersi”. Może dlatego, że najbliżej mu do debiutanckich kompozycji?

Drugim utworem jest „Zakochaj się”. Nie usłyszymy tam gitar, syntezatorów, tylko… małą orkiestrę symfoniczną. Jest to jedyna piosenka na krążku, która nie będzie sprzyjała wprowadzeniu słuchacza w depresję, z czego śmiała się sama artystka w wywiadzie dla Empiku. W takiej retro odsłonie jeszcze Eweliny nie słyszeliśmy.  Patryk napisał, że ta kompozycja brzmi jak z soundtracku jakiejś komedii romantycznej. Ja proponuję klasyczne „Śniadanie u Tiffany’ego”, ew. jakiś musical typu „Moulin Rouge”.

Numerek trzy („Na Noże”) podzielił nasz fanklub na dwa obozy. Fanów i przeciwników tej piosenki. O dzieleniu na pół jest też ten utwór. Osobiście uważam, że jest to jeden z gorszych momentów na płycie, aczkolwiek za każdym razem mam dziwną ochotę skandować wraz z Eweliną „nie jestem skałą! (…) nie jestem karą!”

„W Domu Zabawek”  był najbardziej wyczekiwanym przeze mnie utworem, z racji tego iż miałem okazję usłyszeć jego demo. Do tej pory pamiętam, że wywarł na mnie ogromne wrażenie. Co więcej, dalej wywiera. Ten utwór jest tak pokręcony, że nie sposób go nie pokochać. W piosence gościnnie można usłyszeć Czesława Mozila, a dla dokładności – jego akordeon, który jest wisienką na torcie.

Dochodzimy do połowy płyty, a Ewelina nie zwalnia tempa. „Każdej Nocy” to chyba moja ulubiona pozycja. Lekko przypomina mi „Zmierzch” i w sumie nie mam pojęcia dlaczego. Refren tej piosenki już po pierwszym przesłuchaniu wbija się w głowę jak mantra.

„Mniej Więcej” to numer do którego mam stosunek ambiwalentny, nic mniej – nic więcej na temat tego utworu. Myślę, że album poradziłby sobie bez tej kompozycji, ale wstawienie jej między dwa rewelacyjne kawałki, nie robi jemu też żadnej szkody.

Aby napisać coś ciekawego o „Na Chwilę”, wszedłem na grupę fanów i widzę podobne opinie do swojej. To bardzo osobista kompozycja, które idealnie definiuje ten album. Zachwyca swoją szczerością, smutkiem. Po prostu wzrusza.

Kolejna perełka to „W Ogień?”. Jestem ogromnym fanem tej piosenki. Sytuacja liryczna, instrumenty, chórki które przenoszą mnie w jakieś dziwne wiktoriańskie klimaty. Dzieję się w tej piosence tyle, że tworzenie teledysku do tego numeru byłoby czystą przyjemnością.

Album powoli dobiega końca, zanim dojdziemy do finałowego, tytułowego utworu z głośników wydobywa się melodia, która jest bliźniaczo podobna do „Każdej Nocy”. Nie bez powodu. To kontynuacja utworu, i o ile „Aero-Plan” i „Aero-Plan II” mogły spokojnie funkcjonować jako dwa osobne utwory, tak tutaj słychać już po pierwszym takcie wyraźną symbiozę. Dwójeczka z pozoru pełna melancholii, z każdym wersem nabiera rumieńców, końcowo stając się rockową balladą.

Gdy słyszę „Ponad Wszystko”, które zamyka album, a właściwie to CD1, mam luźne skojarzenia z Chylińską, z ery „Modern Rocking”. Odnoszę w tym momencie wrażenie, że moje skojarzenia są naprawdę mocno surrealistyczne, ale mogę sobie tutaj pozwolić na takie wywody, także pozwolę sobie skorzystać z tego przywileju. Jedynym mankamentem tego utworu jest to, że jest chyba trochę zbyt monotonny w stosunku do długości. Utwór trwa prawie pięć minut.

Wyciągając z odtwarzacza CD1, wkładam płytę na której dominuje biel. Nie nasłucham się jej zbytnio, krążek zawiera 5 utworów. Znajdziemy tam znane nam single „Prosta Sprawa” i „Zatrzymaj się”, całkiem udany remix Jarka Barana (producenta „Prostej Sprawy”) piosenki „Niebo/Piekło”, której pierwotna wersja znalazła się na „Nowych Horyzontach” (nie rozumiem tej decyzji, pamiętajmy jednak o tym, że do „Nieba/Piekła” powstał teledysk. Może wyjdzie przy okazji wypuszczeniu remixu?) i jeszcze jeden remix, tym razem do „Prostej Sprawy” nic mi niemówiącego P.D.A. Ów remix był dostępny na Spotify już dwa tygodnie przed premierą płyty. Powodem dla którego więc zainteresowałem się płytą nr 2 jest przede wszystkim nowy, premierowy singiel – „Zrób To”. I na nim się skupię.

Nie oczekiwałem zbytnio na nowy, radiowy utwór artystki. Nie wiedziałem też czego za bardzo się spodziewać. Odsłuchałem i jestem zauroczony. Od czasów „We Mgle”, którego jestem wielkim fanem dawno nie byłem tak podjarany singlem Eweliny. To piosenka pełna energii, o fajnym, motywującym przesłaniu. Do tego znów nieosłuchane z wokalem piosenkarki, instrumenty dęte, znane jednak już z „Zakochaj się”. Będę więc szczerze zszokowany i zawiedziony, jeśli przeciętni słuchacze tego nie pokochają.

Reasumując, nie byłem pewien czy Evelynn udźwignie ciężar zadania, które wzięła na swe barki. Cieniutka jest granica między dobrą balladą, a ckliwymi melodiami, idealnymi do pobujania się na szkolnych dyskotekach z pierwszą miłością. Łatwo też o monotonię i zbyt wielki patos, a ostatecznie dostaliśmy pięknie wydany album z nieoczywistymi, ale dość chwytliwymi kompozycjami. Z tekstami, które są nieporównywalnie lepsze do tych z poprzedniego albumu. I z klimatem tak ujmującym i mrocznym, jakiego dawno na polskim rynku nie było.

Ciężko oceniać coś obiektywnie, znając osobę, która to dzieło tworzy i na domiar złego, być jej fanem i widzieć też ile trudu i serca włożyła w coś, co mogło się nie udać. Ale się udało i duma aż rozpiera. Mam nadzieję, że moje zdanie podzielą ludzie bardziej wykształceni w kierunku pisania recenzji niż ja, a także nowi słuchacze (szczególne nadzieje pokładam w gronie 16+).  Jakiekolwiek opinie by nie były i jakkolwiek płyta by się nie sprzedała, jednego Ewelinie odmówić nie można – zdolności do zaskakiwania i wpasowywania się w najróżniejsze gatunki muzyczne.

8/10

Bartek

Oprawa graficzna: Bartosz Miąskowski